środa, 23 października 2013

Yankee Candle - recenzja duuużej ilości wosków :)

Od jakiegoś czasu to właśnie o Yankee Candle lubię pisać najbardziej :) Pachnące woski stały się moją prawdziwą obsesją, choć chyba jest to pozytywne uzależnienie ;)

Korzystając z dnia wolnego, siedzę sobie w sypialni, obok mnie po raz pierwszy zapalona duża świeca Camomile Tea, a więc nastrój w sam raz na opisywanie zapachów. Zapraszam :)

Oto woski, które topiłam w ostatnim czasie:

Garden Hideaway



Zapach, który zawsze miałam "w planach", ale nigdy nie kupiłam, aż do momentu, gdy został wycofany i już trudno było go gdziekolwiek znaleźć. Złapałam więc aż trzy, jeden z nich już "poszedł z dymem" ;) Zapach bardzo ogrodowy, trawiasto-kwiatowy. Dość intensywny, odrobinę staroświecki. Przypomina mi trochę zarośnięty, wiejski ogród rosnący za starym domem babci...Taki jeszcze z poranną rosą na listkach. Takie klimaty. Niektórym może wydać się zbyt "babciny" i intensywny, ale ja, jako niepoprawna romantyczka, miewam ochotę na tego typu aromaty. Szkoda, że znika z oferty, ale mam jeszcze dwa w zapasie. Poczekają na wiosnę, bo chyba wiosną ten zapach będzie najlepszy.


Pink Sands


Jeden z najbardziej popularnych zapachów, ja długo się przed nim wzbraniałam, ale w sierpniu był zapachem miesiąca i skusiłam się na wosk. Czy jest warty hype'u? Moim zdaniem nie. Nie to, żeby zapach mi się nie spodobał - jest całkiem przyjemny, słodki, ale nie mdły, z dodatkiem morskiej bryzy, o ile to ma sens. Uroczy kolor. Mimo wszystko, nie jest to coś, co koniecznie muszę kupić ponownie, albo co jakoś szczególnie zapamiętam. 

River Valley


Kolejny wycofany zapach. Miałam go po raz pierwszy i po zapaleniu pierwsza reakcja to "Ależ tak pachnie w sklepie Stradivarius!". Po dłuższym paleniu zapach okazuje się być dość subtelny, jeden z tych zapachów, które mogą odświeżyć powietrze i "robić za tło", ale nie uderzą nas swoją mocą. Mamy nuty drzewne, trochę ziół (szałwia), trochę świeżego, jesiennego powietrza....Trochę po męsku. Przyjemnie, delikatnie, świeżo. Polubiłam ten zapach, ale nie aż tak, żeby opłakiwać jego wycofanie.

Blissful Autumn


Jeden z ulubieńców dzisiejszego posta! Przepiękny zapach, idealny na jesień. Pachnie jak w kuchni, gdy mama robi dżem z soczystych, dojrzałych gruszek, jabłek, śliwek...Jak ciepły dom wypełniony aromatem przygotowywanych konfitur z odrobiną jesiennego powietrza i aromatu liści. Na plus to, że nie wyczuwam tu za wielu przypraw, co jest miłą odmianą po dziesiątkach zapachów z cynamonem. Lubię cynamon, ale ileż można ;) 
Spędziłam bardzo miły wieczór z tym zapachem w tle, czytając książkę i popijając herbatkę. Czułam się, jakbym wróciła do starego domu z dzieciństwa, gdzie babcia i mama krzątały się zawsze przy kuchni i tworzyły cuda z owoców przyniesionych z sadu :)
Piękny, piękny zapach - niestety też będzie wycofany. Mam na szczęście mały zapas :)

Lemon Lavender


Te zapach mam już po raz drugi. Intrygujące i bardzo oryginalne połączenie cierpkiej, pobudzającej cytryny i kojącej, staroświeckiej lawendy. Nie przepadam za żadnym z tych składników oddzielnie, ale razem tworzą całkiem przyjemną całość. Lubię topić ten wosk gdy wysprzątam całe mieszkanie - podkreśla uczucie czystości i świeżości, ale absolutnie nie pachnie jak środki czystości. Dość intensywny zapach.

Soft Blanket


Stopiłam tylko jeden, przypadkowo na zdjęciu znajdują się dwa ;)
Klasyk, uważam, że ten zapach w pełni zasłużył na swoją sławę. Kojący, delikatny zapach bursztynu z subtelną nutką wanilii i czegoś jakby perfumy albo woń dobrego płynu do płukania. Tak pachnie pokój z łóżkiem zasłanym czystą pościelą, nakrytym mięciutkim kocykiem, gdzie w powietrzu jeszcze unosi się ledwo wyczuwalna woń perfum. Świetny zapach do sypialni, pomaga mi się zrelaksować, wyciszyć.

Lake Sunset


Pierwsza z serii jesiennych nowości, którą wypróbowałam. Nie będę pierwsza, która stwierdzi, że to raczej zapach kojarzący się z końcem lata, niż z prawdziwą jesienią. Czuję tu nutkę wody, coś jakby suszone (a może raczej przekwitłe kwiaty), odrobinę słodyczy...Ogólnie jest to zapach trudny do określenia, ale bardzo kojarzy się z czasem, gdy wciąż mamy lato, ale wieczory są już chłodne, wychodząc na spacer nad wodą trzeba otulić się w ciepły sweterek...Gdy jest jeszcze ciepło, ale można już odpocząć po męczących upałach. Taki trochę nastrój nostalgii po mijającym lecie i w oczekiwaniu na jesień. Może trochę jak ostatnie dni wakacji :)
Zapach udany, na pewno ciekawy i oryginalny. Być może kiedyś do niego wrócę, ale póki co nie zaliczam go do ulubieńców.

Vanilla Cupcake


Zapach bardzo słodki i bardzo waniliowy. Wyczuwam w nim też "ciastkową" nutę, więc w sumie wiernie oddaje nazwę i to, co widzimy na etykiecie. Mimo wszystko, zapach jest dla mnie odrobinę zbyt mdły i nieco sztuczny. Męczy, gdy topię go zbyt długo. 

Ale...znalazłam dla niego idealne zastosowanie. W połączeniu z kolejnym woskiem okazał się pachnieć genialnie ;)

Black Cherry


Zapach dojrzałych, soczystych, słodkich wiśni. Ale raczej takich w syropie, czy też kandyzowanych, takie, jakie znajdziemy w cieście czy deserach. Zapach intensywny. Udany, ale dla mnie trochę zbyt jednowymiarowy - lubię zapachy, które przywołują wspomnienia, mają kilka przeplatających się ze sobą nut. Tutaj mamy po prostu wiśnie.

Postanowiłam pooeksperymentowac i odkryłam, że

Vanilla Cupcake + Black Cherry = genialny aromat!

Znacie może te drożdżówki z ciasta francuskiego (takie z krateczką na wierzchu, przez które prześwituje nadzienie), z nadzieniem z waniliowego budyniu/kremu zmieszanego z wiśniowym sosem czy też syropem? Ja przynajmniej chętnie je kupuję. Połączenie tych dwóch wosków dokładnie tak pachnie! Zapach sprawia, że niemal czuję smak tych przysmaków. Polecam mieszanie zapachów, jeśli któryś z nich średnio Wam się spodobał.

Nature's Paintbrush



Opisywany jako 100% jesienny zapach. I rzeczywiście tak jest - zapach przywołuje na myśl spacer w parku wczesną jesienią, gdy jest jeszcze słonecznie, ale powietrze jest już nieco chłodne i można podziwiać piękne kolory liści. Gdy tutaj liście pokryły się złotem i zrobiło się nieco chłodniej ten wosk trafił u mnie do kominka - i idealnie wpasował się w klimat :) Czujemy w nim odrobinę perfum, ale nie jest to absolutnie jeden z tych bardzo męskich zapachów, gdzie czujemy wodę po goleniu i nic poza tym. Tutaj jest tego zaledwie kropelka :)
Niestety - jest to również kolejny udany zapach, który jest wycofywany.

Fluffy Towels


Kolejny klasyk, na który zdecydowałam się dopiero niedawno. Delikatniejszy brat Clean Cotton, pachnie świeżym praniem, ale ma w sobie coś ciepłego i kojącego, coś, co niemal przypomina mi Soft Blanket. Kojarzy się z ręcznikiem wysuszonym na kaloryferze, takim, w który z przyjemnością otulimy się po kąpieli. Nie jest tak intensywny, jak go sobie wyobrażałam - jest w sam raz. Idealnie pasuje na "po sprzątaniu", podobnie jak Lemon Lavender. Jeśli już świeże zapachy, to tylko takie - morskie aromaty w ogóle do mnie nie przemawiają. 

November Rain


Kolejna z jesiennych nowości. Zabrałam się za niego dopiero teraz, bo pasował mi na jakiś chłodniejszy, ponury i deszczowy dzień, a nie na słoneczny dzień złotej jesieni. 

Zebrał trochę negatywnych recenzji, ale muszę przyznać, że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Po pierwsze - zapach wcale nie jedzie męskimi perfumami. Jest ich może odrobinka, ale na pewno dużo mniej niż np. w River Valley czy Midsummer's Night. Dla mnie ten wosk pachnie...wodą. Dużą ilością wody, deszczu...Do tego bergamotka, której aromat bardzo lubię, przypomina mi herbatę Earl Grey. Mamy też mokre liście. Naprawdę udany, deszczowy i nieco świeży zapach, po który z chęcią jeszcze kiedyś sięgnę. Był dobrze wyczuwalny, ale absolutnie nie męczący, na pewno nie można go porównać z intensywnością Vanilla Cupcake czy Black Cherry.
Dajcie mu szansę, w akcji sprawdza się dużo lepiej niż na zimno!

Loves Me, Loves Me Not


Ten zapach pasuje mi najbardziej wiosną i latem, ale ostatnio pozwoliłam mężowi wybrać wosk do kominka i oczywiście sięgnął po swojego ulubieńca ;) W słoneczny, jesienny dzień sprawdził się o dziwo całkiem nieźle.
Jak wiecie, to już mój kolejny wosk w tym zapachu i nie przestałam go kochać ;)
Stokrotki, rumianek, polne kwiaty i trawa w słoneczny, letni dzień - dokładnie tak pachnie ten wosk. Zero sztuczności czy perfum, w przeciwieństwie do wielu innych kwiatowych aromatów.
Uwielbiam!

To już wszystkie woski, które wypaliłam (całkowicie lub częściowo) od czasu ostatnich recenzji wosków (KLIK) pod koniec sierpnia.

Trafiło się jeszcze kilka wosków Kringle Candle, ale o tym będzie osobny post. 

Wiem, że wyszedł tasiemiec, ale mam nadzieję, że opisy Wam się podobały i może pomogą w wyborze.

Woski oczywiście kupiłam sama, pewien ostatnio słynny sklep internetowy nie maczał w tym palców ;)


22 komentarze :

  1. Kilka z tych zapachów mam, ale czekają one na swoją kolej jeśli chodzi o topienie;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie River Valley strasznie rozczarował. Chyba najbardziej... Spodziewałam się po opisie zapachu bardzo w moim guście, dostałam... zapach do łazienki - tak mi się skojarzył...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale za to garden Hideaway jest bardzo ładny!

      Usuń
  3. Z tych zapachów akurat nie miałam żadnego, ale wybieram się po nowe zapachy ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu prawdziwych wosko-maniaczek pewien sklep rozpieszczać nie chce? :D

    Z opisywanych przez Ciebie wosków uwielbiam Lake Sunset i November Rain (właśnie się pali). Vanilla Cupcake mi nie podszedł :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo liczy się liczba wyświetleń i obserwatorów, a nie to, czy ktoś faktycznie kocha to, o czym pisze ;)

      Usuń
    2. - faktycznie jestes wieeelllka fanka woskow:))))
      Swietnie przygotowalas ten post -bedzie bardzo pomocny przy zakupach:)))
      pozdrawiam agata

      Usuń
  5. Może i ja się skusze by kupić woski po tych opisach:)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie właśnie pali się Garden Hideaway :) Nie wiedziałam że wycofali :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, ostatnio wariują z tym wycofywaniem... :( Mnie najbardziej chyba boli Camomile Tea i Winter Wonderland.

      Usuń
  7. Z przedstawionych przez Ciebie miałam tylko November Rain ;) Teraz mimo, że nie pasuje do pory roku często zapalam Pineapple Cilantro :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie Pineapple Cilantro był trochę mdły...W pierwszej chwili super - jak Pina Colada, ale po kilkunastu minutach robi się męczący...

      Usuń
  8. Twój post spadł mi z nieba, bo dziś wybierałam zapachy do swojego pierwszego zamówienia i zdecydowanie Twoje opisy mi pomogły. Informację o wycofaniu także wykorzystam :) A co to za znany sklep? :) Planowałam zakup w Świecie zapachów, masz może z nimi jakieś doświadczenia? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamawiałam zazwyczaj z Candle Room i byłam bardzo zadowolona. Ze światem zapachów nie miałam do czynienia, ale też słyszałam dobre opinie :)

      Usuń
  9. ja póki co woskow nie kupuje mam obecnie 2 swiece do wypalenia;)

    OdpowiedzUsuń
  10. November Rain ostatnio podbija moje serce.

    OdpowiedzUsuń
  11. Zakochałam się w tych woskach i powoli "próbuję" różne zapachy ;) Poluję na Lake Sunset, wąchałam świecę i zakochałam się w zapachu :) ale wosku coś nie mogę nigdzie dostać na razie :/

    OdpowiedzUsuń
  12. Uwielbiam woski Yankee Candle! Miałam ich całe mnóstwo i pachnął wspaniale :) Z wyżej wymienionych najbardziej kusi mnie Loves me, loves me not. Zapraszam do mnie - tocokooocham.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Niesamowite są te woski Yankee Candle. Regularnie używam różnych zapachów, ale moim ulubionym jest Lemon Lavender. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Nature's Paintbrush, Pink Sands i Blissful Autumn uwielbiam. To zdecydowanie moi ulubieńcy! :-) Z kolei woski typu Child's Wish czy Garden Hideaway nie wpadają w mój gust. Jednak jeszcze przede mna wiele do testowania i licze na pozytywne zaskoczenia. :-D

    OdpowiedzUsuń
  15. Uwielbiam prawie wszystkie z kolekcji "swieżych". Szczególnie Soft Blanket i Pink Sands :)

    OdpowiedzUsuń