środa, 25 kwietnia 2018

zakupy z targów EkoCuda 2018 :)

Po dłuugiej przerwie powracam do Was z postem z zakupami z targów EkoCuda, które odbyły się w zeszły weekend w Warszawie.

Zacznę od tego, że miejsce organizacji targów było bardzo na plus, odbyły się w Domu Towarowym Bracia Jabłkowscy przy ul. Brackiej w Warszawue, sam budynek przypomina dawne domy towarowe z tradycjami. Stoisk było mnóstwo i zajęły aż 3 piętra, więc było z czego wybierać. W niektórych zakątkach było nawet trochę ciasno, szczególne przy stoiskach ulokowanych w przejściu przy schodach, ale na szczęście nie było klaustrofobicznie pomimo dużej liczby odwiedzających.

Wybrałam się na te targi z koleżanką i obu nam przyświecał cel: zaopatrzyć się w kosmetyki marek, które nie są na co dzień dostępne w sklepach, wypróbować coś nowego, no i oczywiście nawąchać się i natestować różnych dobroci :) Melduję, że cel został osiągnięty.


Tak wygląda całość zakupów:



I po kolei:




Bardzo zaciekawiło mnie stoisko marki KOI (KLIK)- mamy tutaj grę słów, mi, rzecz jasna, w pierwszej chwili do głowy przyszła Japonia i karpie koi, ale przecież słowo to nawiązuje też do ukojenia, jakie mają przynosić te kosmetyki.
Słyszałam już kiedyś o tej marce, ale nigdy niczego nie zakupiłam, dzięki tym targom przypomniałam sobie o niej na nowo.
Skusiłam się na tonik z nanozłotem i krem pod oczy przeciwzmarszczkowy.




Miodowa Mydlarnia
Kolejny kosmetyk pochodzi ze stanowiska Miodowej Mydlarni (KLIK), które rzuciło mi się w oczy jako pierwsze. Chyba to te urocze pszczółki przemówiły do mnie, poza tym lubię kosmetyki z miodem, choć dotąd stosowałam produkty z tym składnikiem głównie do włosów i w formie balsamu do ust Nuxe.
Oferta była naprawdę spora, ale wybrałam coś, co zaciekawiło mnie najbardziej - maseczkę w formie proszku Miód i Truskawki. Jest to maseczka na bazie glinki czerwonej, ale wyżej w składzie ma sproszkowany miód i pyłek pszczeli a także truskawki i mleko kozie. Marka ma w ofercie również balsamy do ciała, peelingi, olejki do twarzy i ciała i wiele innych cudów. Zapachy balsamów - obłędne!




Szmaragdowe Żuki
To stoisko przyciągnęło mnie swoim minimalistycznym wystrojem w cudnym, liliowym odcieniu. Znajdowało się tam zaledwie kilka kosmetyków, nie było zastawione słoiczkami, ale za to wszystko było przemyślane. Pani, z którą rozmawiałam była przemiła i udzieliła mi wszystkich informacji o swoich kosmetykach, nie było to tylko marketingowe zachwalanie, tylko rzeczowa rozmowa. Za to ogromny plus :)
Zdecydowałam się na krem Achillea, przeznaczony do cery normalnej i mieszanej, z zamiarem stosowania go na noc. Krem wypełniony jest dobrociami, po 2 użyciach mogę już powiedzieć, że pięknie nawilża i koi i nie ma tak częsty w przypadku kosmetyków naturalnych, skutków ubocznych w postaci lepkości czy swędzenia po nałożeniu.
Zajrzałam również na FB marki (KLIK) i widzę, że właśnie tam można zamówić Szmaragdowe kosmetyki :) Coś czuję, że jeszcze tam zajrzę ;)



BOSPHAERA

Stoisko tej marki skusiło mnie pięknymi zapachami. O ile w większości miejsc królowały róża, cytrusy, malina, żurawina itp., tak tutaj było znacznie bardziej kwiatowo. Wybrałam masło do ciała Biała herbata z lotosem (zapach dość delikatny, bardzo świeży i kobiecy), ale kusił mnie też mus o zapachu dzikiego bzu - na pewno jeszcze kiedyś spróbuję go zdobyć. Z tego co mi wiadomo, marka dopiero planuje otwarcie sklepu internetowego, obecnie można się z nimi kontaktować na FB (KLIK).




Seria Tess, produkowana przez firmę Idea25 Hennet, była mi dotąd kompletnie nieznana, choć po małych poszukiwaniach okazało się, że istnieją już od dłuższego czasu a opinie na temat ich produktów są bardzo dobre.
Składy ich żeli do higieny intymnej są bardzo dobre, uzyskałam też sporo istotnych informacji na stoisku. Zdecydowałam się na żel z przywrotnikiem, chętnie dam mu szansę :)




Tutaj mam miniaturkę oleju do demakijażu marki Moja Farma Urody z Podlasia, wybrałam wersję do cery wrażliwej i delikatnej. To mała buteleczka o pojemności 30 ml, idealna na przetestowanie w podróży, ponieważ na co dzień obecnie nadal używam mojego wiernego balsamu Clinique Take the day off. Ogólnie zauważyłam pozytywny trend - olejki i balsamy do demakijażu, czyli różnego rodzaju tłuściochy, biją rekordy popularności, miała je w ofercie niemal każda firma na targach i co ważne dla mnie, coraz częściej wypuszczają też wersje z emulgatorem, który sprawia, że nie musimy używać tej nieszczęsnej ściereczki, do której nigdy się nie przekonam, olejek/balsam można po prostu zmyć wodą. W moim przypadku dobry olejek ma być wmasowany w skórę a następnie ma dać się spłukać wodą przed umyciem twarzy żelem. Koniec, kropka.




I na koniec - tonik Natural Secrets (KLIK). Tutaj też bardzo dobre wrażenie zrobiła na mnie obsługa stoiska i urzekła szata graficzna kosmetyków. Są prześliczne! Wybrałam tonik wzmacniający, odpowiedni do cery wrażliwej i naczynkowej, otrzymałam również próbkę micelarnego balsamu myjącego, który jest w fazie moich testów ;)

Otrzymałam również próbkę różanego kremu na dzień FEMI. Choć tym razem niczego tam nie kupiłam, to muszę powiedzieć, że firma zaprezentowała się bardzo profesjonalnie i kiedyś chciałabym wypróbować ich produkty.



To już wszystkie zakupy, które poczyniłam na targach. Jestem ciekawa, czy któraś z Was też tam była, jeśli nie, to czy któraś z opisanych przeze mnie firm wzbudziła Wasze zainteresowanie?
Muszę przyznać, że jestem bardzo zadowolona z wizyty tam i z zakupów, cieszy mnie również to, że mamy taką różnorodność kosmetyków naturalnych rodzimych marek. Na pewno wybiorę się na kolejne targi i być może złożę kilka zamówień online, ale to po testach ;)

Jeszcze jeden news - 12 maja będzie okazja odwiedzić targi Natural Beauty w Warszawie, a na początku czerwca we Wrocławiu. Ja pewnie wybiorę się na te pierwsze :)

piątek, 14 kwietnia 2017

denko!

Zapraszam na kolejne denko, tym razem również obrodziło w puste opakowania! :)


Pielęgnacja twarzy


1. Dior - Instant Gentle Cleansing Oil - olejek do demakijażu z ekstraktem z lilii.
Olejki i balsamy do demakijażu są na tyle wydajne, że pozwalam sobie na trochę szaleństwa w tej kategorii ;) Poza tym proces demakijażu to dla mnie rytuał, przy którym się relaksuję, odpoczywam, przygotowuję do snu, oczekuję więc czegoś więcej, niż tylko podstawowego oczyszczenia.
Nie zawiodłam się...Olejek ma piękny, subtelny, ale luksusowy zapach, kolejnym plusem jest solidna, dobrze działająca pompka z dodatkowym zabezpieczeniem w postaci zakrętki. Dobrze usuwa makijaż, nie ma problemów ze spłukiwaniem. Wystarczył mi dokładnie na pół roku, teraz powróciłam do Clinique Take the day off, ale nie wykluczam ponownego spotkania z tym produktem.

2. Phenome Complete Blemish Cleanser - jeden z moich ulubionych żeli do mycia twarzy. Ma naturalny skład, odświeżający zapach, dobrze oczyszcza, ale nie wysusza skóry. I ma pompkę! Szkoda, że cena nie jest odrobinę niższa.

3. Bioderma Sensibio H2O - chyba nie muszę nic dodawać?

4. Sisley Youth - Hydratig Energizing - Early Wrinkles - krem do twarzy na pierwsze oznaki starzenia.
Zakochałam się kiedyś w próbkach i postanowiłam dokonać zakupu korzystając z 20% zniżki. Cena nadal była kosmiczna, ale z kremu byłam bardzo zadowolona.Zapewnia odpowiednie nawilżenie dla skóry normalnej i mieszanej, dla bardzo suchej byłby ok w okresie letnim. Świetny pod makijaż, nie powoduje świecenia się, choć nie jest to krem matujący. Sprawia, że skóra wygląda na bardziej wypoczętą, zapobiega suchym skórkom, nie podrażnia wrażliwej skóry. Gdyby nie cena, byłby powrót.

5. Avene Cleanance - filtr do twarzy SPF 50, do cery problematycznej
Obawiałam się trochę, że filtr będzie zbyt "suchy" i matujący, ale nic podobnego nie miało miejsca. Kosmetyk dobrze się rozprowadzał, świetnie sprawował się pod makijażem, nie powodował świecenia się, ale też nie był nieprzyjemnie suchy i tępy w dotyku. Zdecydowanie polecam :)


Pielęgnacja włosów



1. Orientana - Ajurwedyjski szampon do włosów - Imbir i trawa cytrynowa
Pozytywne zaskoczenie. Zapach nie każdemu przypadnie do gustu, jest taki ziołowo-orientalny, troszkę babciny, ale nie utrzymuje się na włosach. Za to jest delikatny, przyzwoicie oczyszcza, nie plącze włosów. 

2. Phenome - Purifying anti-dandruff shampoo
Bardzo pozytywne wrażenia! Szampon, pomimo naturalnego składu, bardzo dobrze oczyszczał i odświeżał (pachniał miętą i rozmarynem). Działał przy tym kojąco na skórę głowy i nie plątał włosów. Stosowałam go 1-2 razy w tygodniu i sprawował się świetnie.

3. Receptury Babuszki Agafii - Balsam na brzozowym propolisie (stara wersja, produkowana w Rosji)
Uwielbiam ten balsam, wielka szkoda, że ta oryginalna, pozbawiona silikonów wersja nie jest już dostępna. To, co możemy teraz znaleźć w identycznym opakowaniu i o tej samej nazwie, to wersja produkowana w Estonii, sporo tańsza, ale i o dużo słabszym, silikonowym składzie. Szkoda :(

4. Batiste - Original - suchy szampon
Długo unikałam suchych szamponów, teraz jednak widzę, że są naprawdę przydatne w sytuacjach kryzysowych czy gdy wychodzimy tylko na chwilę i nie chcemy myć włosów. Wersja Original pachnie delikatnie i świeżo.


Prysznic



1. Bath & Body Works - Dark Kiss
Cudowny, zmysłowy, otulający zapach jagód, wanilii i piżma. Zabójcza kombinacja ;)

2. Balea - Sensitive
Delikatny, odświeżający zapach tego żelu kojarzy mi się z pewnymi wakacjami, podczas których go stosowałam, czasem więc wracam :) Jest rzeczywiście łagodny dla skóry, lubię używać czegoś takiego po sporcie.

3. Stenders - Pearl
Ten żel dostałam w prezencie, ma ciekawy, kobiecy, perfumowy zapach, który utrzymuje się chwilę na skórze. To mój pierwszy żel Stenders i oceniam go bardzo dobrze, może poza opakowaniem, które jest dość i sztywne i mało praktyczne przy tak gęstym żelu.

4. Biolove - Brownie with orange
Żel o łagodnym składzie i zapachu prawdziwego brownie z aromatem pomarańczowym. mam jeszcze krem do rąk z tej serii, oba kosmetyki pachną bardzo smakowicie :)

5. Bilou - Tasty Donut - pianka pod prysznic
Średnio przypadła mi do gustu....Dość chemiczny, słodki zapach przypominający pianki marshmallow, brak uczucia odświeżenia po myciu i od połowy ciężko było cokolwiek wydobyć z opakowania....Nie polecam,


Pielęgnacja ciała




1. Vichy - antyperspirant
Stosuję go od lat, jest niezawodny i najlepszy.

2. Balea - Frische Kick - żel do golenia
Uwielbiam żele do golenia Balea, ten miał zapach cytrynowego ciasteczka :)

3. YOPE - Wanilia cynamon - mydło w płynie
Mydła YOPE są rzeczywiście łagodne dla skóry i dość wydajne, ten miał bardzo przyjemny, ciepły zapach wanilii, ale takiej ani trochę mdłej czy męczącej. Polecam na chłodniejsze miesiące :)

4. YOPE - Szałwia zielony kawior - mydło w płynie
Działanie na plus, ale zapach raczej nie mój...Był taki....nieokreślony i dziwny.

5. Pat & Rub - Otulające masło do ciała
Bardzo lubię zapach serii otulającej, na zimę jest idealny. W dodatku masła tej marki mają bardzo przyjemną konsystencję i świetnie nawilżają.



Makijaż



1. Chanel - Rouge Coco - 07 Chalys - szminka
Pierwszy raz rzeczywiście zdenkowałam szminkę! To była moja pierwsza szminka z wyższej półki, lubiłam ją tak bardzo, że bywały okresy, gdy przez 2-3 tygodnie z rzędu stosowałam tylko ją. Po ponad 2 latach dobiegła dna, ale mam już następczynię w tym samym odcieniu, co jest kolejnym fenomenem ;)

2. Max Factor - False Lash Effect
Bardzo dobry tusz, obecnie mój faworyt. Podkreśla rzęsy na długo, nie osypuje się, nie skleja i co ważne dla mnie - nie podrażnia oczu, nawet wtedy, gdy mam makijaż przez 12 godzin.

3. Maybelline - Collosal Volum'
Nie zrobił na mnie dobrego wrażenia, słabo podkreślał, raczej "pogrubiał" i usztywniał rzęsy dając niezbyt estetyczny efekt....Szybko wysechł. Nie będzie powrotu.

4. L'Oreal - Volume Million Lashes Noir Feline
Ten również nie zachwycił...Rozmazywał się i odbijał przy każdej aplikacji, wydłużał, ale jednocześnie też sklejał rzęsy i to ani trochę ich nie pogrubiał...Był jakiś taki mokry i wodnisty nawet kilka tygodni po otwarciu. Nie wrócę.



Maski



Sexy Look - czarne maski do twarzy w płacie
Maski tej tajwańskiej marki są dobre, choć nie rewelacyjne. Lekko nawilżają i wygładzają oraz mają przyjemną, dobrze przylegającą fakturę, ale wolałam te z My Scheming. Mimo wszystko, te też lubię.

poniedziałek, 13 marca 2017

Sisley Black Rose Precious Face Oil

Zapraszam na recenzję olejku do twarzy, który zużyłam już dość dawno temu. Od razu powiem szczerze, że był to najdroższy kosmetyk, jaki do tej pory miałam okazję stosować, co na pewno też miało w jakimś stopniu wpływ na moje wrażenia z używania, postaram się jednak, aby ta recenzja była jak najbardziej obiektywna :)

Sisley Black Rose Precious Face Oil




Od producenta:

- olejek pielęgnacyjny do twarzy dla cery suchej i/lub dojrzałej;
- odżywia i wygładza skórę;
- ma właściwości przeciwstarzeniowe;
- wygładza zmarszczki i drobne linie




Zawiera:

- kwasy Omega 3 i 6, które przygotowują skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych;
- wyciąg z czarnej róży sprawia, że skóra staje się jedwabiście gładka;
- dodatek olejków eterycznych z róży bułgarskiej i magnolii daje efekt aromaterapeutyczny;
- składniki odżywcze i regenerujące, takie jak awokado i tokoferole
- olejki ze śliwki i kameliny, które zapewniają równowagę lipidową skóry.




Szczegóły techniczne

Olejek Sisley z czarną różą można zaliczyć do tzw. suchych olejków, które dobrze wchłaniają się w skórę. Nie jest to tak błyskawiczne, jak w przypadku np. Kiehl's Midnight Recovery Cocnentrate (KLIK), ale olejek po kilku minutach rzeczywiście wchłania się bez pozostawiania tłustej warstwy. Można stosować jako serum pod krem - ja właśnie tak go stosowałam przez większość czasu.

Cechą zasługującą na uwagę jest zapachu kosmetyku....Jest to przepiękny, zmysłowy, kojący aromat w którym wyczuwam nutki kwiatowe, ale też coś świeższego, jakby herbacianego...Dla antyfanek róży - nie jest to na pewno klasyczny różany zapach, nie obawiajcie się. Zapach jest wyczuwalny podczas aplikacji, ale nie jest męczący i nie utrzymuje się zbyt długo, więc nie drażni ani nie męczy.

Nie sposób nie wspomnieć o opakowaniu, które jest przepiękne i cieszy oko :) Może nie jest to najważniejszy atrybut, ale przy produkcie za taką cenę mamy świadomość, że jakaś część kwoty wynika właśnie ze sposobu opakowania a więc warto o tym napisać....Mamy do czynienia ze zgrabną, małą, pękatą buteleczką z grubego szkła. Bardzo spodobało mi się to, że w otworze znajduje się coś w rodzaju "uszczelki" co zasysa resztki olejku z pipetki przy wkładaniu, dzięki czemu nic się nie marnuje i nie ścieka po ściankach. Wszystkie znamy koszmar otłuszczonych buteleczek z olejkami...Tutaj producent zadbał nie tylko o kwestie estetyczne, ale i o praktyczne.




Moja opinia

O ile nie jestem fanką stosowania klasycznych, tłustych olejków na twarz, tak tym "suchym" daję szansę. W przypadku Midnight Recovery Concentrate miałam mieszane uczucia, moim zdaniem nawilżenie nie było wystarczające na dłuższą metę...A tutaj? Ale po kolei...

Ten specyfik to przede wszystkim coś, co cudownie umilało mi wieczorną pielęgnację, taka odrobina luksusu i aromaterapii przed snem...Coś cudownego. Umożliwiał przy okazji wykonanie delikatnego masażu twarzy.

Bardzo spodobało mi się to, że olejek dość szybko się wchłaniał (choć na pewno potrzebował tę minutę dłużej niż np. krem). Nie powodował przetłuszczania czy zapychania moje mieszanej cery.
Budziłam się rano z zadbaną, nawilżoną i zregenerowaną skórą. Nie zauważyłam typowo ujędrniającego czy liftingującego działania, poprawa wyglądu skóry spowodowana była raczej dobrym nawilżeniem i odżywieniem.

Sprzyjał gojeniu się zmian. W trakcie stosowania nie zauważyłam też problemów z suchymi skórkami, czyli nawilżenie nie było tylko powierzchniowe.




Jestem ciekawa, jak sprawdziłby się na dojrzałej skórze z widocznymi zmarszczkami. Moim zdaniem nie jest to kosmetyk "naciągający" czy wypełniający, ma naturalny skład, więc polecałabym go raczej do zapobiegania starzeniu się skóry, niż do niwelowania już istniejących zmian. Może oczywiście stanowić świetne uzupełnienie pielęgnacji skóry dojrzałej, ale trzeba mieć świadomość, że nie da nam efektu liftingu.

Dla mojej mieszanej cery nawilżenie było idealne, w okresie letnim wystarczał mi samodzielnie jako porcja wieczornego nawilżenia, natomiast w chłodniejsze dni stosowałam go jako serum pod krem.



I teraz najtrudniejsze pytanie...czy polecam i czy warto?
Na pewno mogę go polecić, jeśli szukacie dobrze nawilżającego i odżywiającego serum i oczekujecie kosmetyku, który zapewni Wam jednocześnie komfort i przyjemność stosowania. Olejek doskonale spełnił swoją funkcję i byłam z niego bardzo zadowolona.

Czy warto? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie same...Jestem pewna, że można znaleźć równie dobrze działające olejki/sera w niższej cenie, więc jeżeli nie zależy Wam aż tak bardzo na otoczce lub nie ciekawią Was aż tak jak mnie właściwości tajemniczej czarnej róży i nie jesteście freakami zapachowymi - skierowałabym się w inną stronę :)


Dostępność
Douglas, Spehora i inne perfumerie

Cena
755zł/25 ml



czwartek, 23 lutego 2017

zakupy XXL z kilku miesięcy

Od bardzo, bardzo dawna nie pokazywałam u siebie zakupów...I to wcale nie dlatego, że ich nie robiłam. Wręcz przeciwnie! W ciągu ostatnich miesięcy zakupów było całkiem sporo, choć trzeba przyznać, że mniej było składania ogromnych zamówień i że kupowałam w sposób dużo bardziej przemyślany. Mniej również kupowałam rzeczy, których miałam nadmiar w zapasach (czytaj: żele pod prysznic, szampony i maski ;)). Ale zobaczcie same:


 Zamówienie z lookfantastic.de:



Skorzystałam z bardzo korzystnych promocji i kodu rabatowego i zamówiłam dwie butelki wody winogronowej Caudalie, której zamierzam używać zamiast zwykłej wody termalnej. Zobaczymy, na czym polega różnica :)
Poza tym uzupełniłam zapas Alpha-H Liquid Gold - odstawiłam ten specyfik na parę miesięcy i po pewnym czasie zauważyłam pogorszenie stanu skóry. Liquid Gold jednak jest niezastąpiony :)
Za 60 Euro zdobyłam 3 butelki o standardowej pojemności 100 ml.
RECENZJA


Zakupy lotniskowe:


4 godziny czekania na przesiadkę na lotnisku we Frankfurcie zrobiły swoje ;) Kosmetyki wysokopółkowe są w Niemczech zawsze trochę tańsze, choćby ze względu na niższe podatki a lotniskowe ceny potrafią być dodatkowo jeszcze niższe :)

Zdobyłam:

Estee Lauder - Advanced Night Repair 50 ml RECENZJA
Moje ulubione serum :)

Chanel - Le Solution 10 de Chanel
Nie do końca ufam wysokopółkowym kremom do twarzy, często zauważam w nich przerost formy nad treścią, szczególnie, jeśli spojrzę na skład...W tym wypadku Chanel wypuściło coś, co bardzo mnie zaciekawiło - jest i forma (uwielbiam opakowania kosmetyków Chanel!) ale zadbano i o treść, ponieważ mamy tu tylko 10 składników, nie ma niczego podejrzanego, nie ma zapachu, barwników, niczego potencjalnie szkodliwego, otrzymujemy więc pięknie podany i bezpieczny krem nawilżający do cery wrażliwej :)

Clinique - Take The Day Off
Najlepszy na świecie tłuścioch do demakijażu twarzy, pozostanę mu wierna :)
RECENZJA


Zakupy z Pragi:



To zakupy pochodzące jeszcze z czasu wyjazdu do Pragi, zakupione w sklepie firmowym czeskiej marki Manufaktura - bardzo przyjemny sklep, taki trochę czeski The Body Shop. Mają w ofercie sporo różnych linii, każda oparta na innej roślince, tutaj mamy akurat serię melisową :)
Przygarnęłam krem do rąk, żel pod prysznic, balsam do ciała i mydło. Ta seria pachnie bardzo świeżo, tak cytrusowo-roślinnie, zachowuję ją sobie na lato :)


Zamówienie z Organique:



Niedawno ze względu na nową odsłonę sklepu internetowego Organique były u nich spore promocje.
Skusiłam się na maskę do włosów Energizing Hair Mask oraz odżywkę keratynową Bloom Essence. Ta druga pachnie przecudownie, jest już w użyciu :) Gratisowo dostałam mydełko Guarana.


Kilka nowości włosowych:


Biovax Pearl - szampon  i maseczka do włosów Kolagen & Perły
Kocham zapachy kosmetyków z tych nowych serii Biovax, seria z perłą przypomina mi jakieś znane mi perfumy, choć nie jestem w stanie określić, które konkretnie. Postanowiłam wypróbować po dobrych doświadczeniach z serią Orchidea :)

Batiste - suche szampony Eden oraz Sweetie
Jak dotąd wypróbowałam wersję Fresh i byłam zadowolona - pomagał w sytuacjach kryzysowych ;)


Pielęgnacja twarzy:



Origins - Clear Improvement - maska oczyszczająca z aktywnym węglem
Bardzo lubię tę maseczkę, to już moje drugie opakowanie. Świetnie oczyszcza i przy tym sprawdza się lepiej, niż większość "zastygających" maseczek, głównie dzięki temu, że mniej wysusza, lepiej się zmywa i pozostawia cerę widocznie rozjaśnioną, pory stają się mniej widoczne a wszystkie zmiany zagojone w zarodku :)

Phenome - Rejuvenating Line Minimizer
Zakupiłam ten krem z myślą o stosowaniu go na noc. Mam bardzo dobre doświadczenia ze stosowania maseczki z tej serii (Wrinke Resist), więc chętnie wypróbuję ten krem. Czeka na swoją kolej.

LIQ CC Serum Light 
To serum z witaminą C zbiera same pozytywne opinie. Od kilku dni stosuję je w charakterze serum na dzień i sprawdza się dobrze...Lubię zrobić sobie taką kurację witaminą C raz w roku, trzeba przygotować cerę na wiosnę :)





Avebio - hydrolat z czystka
Ten hydrolat wpadł mi w oko podczas wizyty w sklepie z naturalnymi kosmetykami Bioorganika. Zamierzam stosować zamiast toniku, zobaczymy, jak się sprawdzi :)

La Roche Posay - Redermic C Eyes
Krem pod oczy z witaminą C. Szukałam czegoś nowego po tym, jak wykończyłam kolejne opakowanie mojego ulubieńca Ren Keep Young and Beautiful (RECENZJA) i skusiłam się na ten kosmetyk. Używam go mniej więcej od miesiąca i jestem zadowolona - dobrze nawilża, ale przy tym dobrze się wchłania i utrzymuje skórę w okolicy oczu w dobrym stanie. Zapobiega problemowi ciemnych cieni pod oczami, co dla mnie jest bardzo istotne.




Dr Irena Eris - Body Art - Velvet Harmony Cream
Krem zakupiony z myślą o stosowaniu po treningach - ma działać ujędrniająco i antycellulitowo. Ma bardzo przyjemną, aksamitną konsystencję, pięknie pachnie i skład jest również niezły.

Nacomi - Mus do ciała - Ciasteczko
Przepięknie pachnie ciasteczkami, aż chce się go zjeść :) Jest dość treściwy, więc raczej dla suchej skóry lub do stosowania zimą.

YOPE - Mineralne mydło kuchenne
Od jakiegoś czasu staram się wybierać delikatniejsze specyfiki do mycia rąk. To trafi do kuchni, gdy przyjdzie jego kolej ;)


Zakupy w The Body Shop:



W listopadzie i grudniu w The Body Shop było sporo ciekawych promocji, m.in. kup 2 i weź 2 gratis itp. Na zdjęciach nie ma wszystkich nabytków, ponieważ część z nich została rozdania w charakterze prezentów świątecznych :)

Masła do ciała -
Fuji Green Tea - Od dawna miałam ochotę na coś z tej serii. Zapach bardzo mi odpowiada, jest świeży, zielony, rzeczywiście przypomina herbatę.

Polynesian Island Tiare - tutaj mamy do czynienia z delikatnym, świeżym, kwiatowym aromatem. Będzie idealne na wiosnę :)


A tutaj peelingi:



Fuji Green Tea - peeling w formie żelowej o zapachu zielonej herbaty

Shea - ten peeling ma być dość intensywny, lubię takie :)




Coconut - Na ogół nie przepadam za kokosowo pachnącymi kosmetykami, ale te w wydaniu The Body Shop nie pachną zbyt mdło czy sztucznie, przypominają raczej wiórki kokosowe :)

Mango - soczysty zapach mango, w tym wypadku mamy do czynienia z peelingiem cukrowym.



To już wszystko z kategorii pielęgnacja. W kolejnym poście pokażę Wam nowości makijażowe i zapachowe, jest ich zdecydowanie mniej, ale też zasługują na prezentację :)


wtorek, 21 lutego 2017

styczniowe denko

Zapraszam na kolejną odsłonę denka :)

Na początek pielęgnacja ciała:




1. YOPE - Wanilia & cynamon - mydło w płynie
Na pewno dobrze już znacie te naturalne mydła - są łagodne, nie podrażniają skóry, mają przyjemne, delikatne zapachy, są wydajne...same plusy :) Wersja o zapachu wanilii i cynamonu jest jak dotąd moją ulubioną, jest to ciepły, subtelny zapach wanilii, cynamon jest wyczuwalny tylko nieznacznie.

2. Bath & Body Works - Sweet Cinnamon Pumpkin - żel pod prysznic
Lubię te jesienne, dyniowe serie BBW. Tutaj mamy klasyczny, dyniowy zapach z odrobiną cynamonu i czymś mydlanym, co nadaje całości świeżości. Opis może nie zachęca, ale używało się go bardzo przyjemnie jesienią :)

3. Bath & Body Works - Maui Mango Surf - żel pod prysznic
Tu już bardziej egzotyczny, letni zapach. Mango to jeden z niewielu owoców, których zapach lubię w kosmetykach. Tutaj występuje w wersji dość słodkiej i mdłej, całość przyjemna, ale szybko mi się znudził.

4. Balea - była to limitowany żel-przypominajka, czyli powrót makaronikowego żelu o zapachu migdała i wiśni (pamiętacie, kiedyś był na nie szał?). Miło było wrócić do tego zapachu, choć już nie zachywicł tak, jak za pierwszym razem.

5. Lush - Rose Jam - żel pod prysznic
Kolejne, już niestety ostatnie w moich zapasach, opakowanie żelu o zapachu różanej marmolady z odrobiną cytrusów. Intensywny, rozgrzewający i bardzo realistyczny zapach, idealny na zimowe wieczory :)
RECENZJA



1. Femma Everyday - Ultra-Soft płyn do higieny intymnej
Mój ulubiony płyn od jakiegoś czasu. Ma dobry skład, zawiera łagodne składniki myjące i sporo naturalnych ekstraktów, jest bardzo delikatny i po prostu dobrze spełnia swoją rolę.

2. Balea - Oriental Flower - żel do golenia
Już wiecie, że to moje ulubione żele do golenia, jak dotąd nie znalazłam lepszych. Nie spływają, dobrze trzymają się skóry i znacznie ułatwiają proces golenia. I przede wszystkim - zero podrażnień!
Wersja Oriental Flower nie jest może moją ulubioną, zapach był dość duszący, chyba wolę wersję grejpfrutową.

3. Phenome - Smoothing Body Elixir - Red Tea
Podobnie jak inne balsamy Phenome, ten również zaskakująco dobrze nawilżał przy tak lekkiej, niemal lejącej konsystencji. Miał przyjemny, roślinny zapach i pozostawiał skórę gładką i dobrze nawilżoną.


Czas na pielęgnację twarzy:



1. Nuxe - Aroma-perfection - oczyszczający żel do mycia twarzy
Bardzo dobry, podstawowy żel do mycia twarzy, który dobrze oczyszcza bez efektu przesuszenia skóry. Jest przy tym wydajny i często można go upolować w dobrej cenie w SuperPharm.
RECENZJA

2. Phenome - Calming Blemish Cleanser
Polubiłam go, choć nie aż tak bardzo, jak wersję Complete do cery z problemami...ten przyjemnie oczyszcza i odświeża, jest delikatny. Niektórych może drażnić specyficzny jabłkowy aromat, który przypomina cydr, ale mi nie przeszkadza. Mogliby trochę popracować nad opakowaniem - podczas naciskania pompki zawsze coś tam wycieka bokami i potem całe opakowanie się lepi...

3. Bioderma - Sensibio H2O - płyn micelarny
Nic dodać, nic ująć - to po prostu mój niezbędnik, który zawsze musze mieć w łazience. Nic tak dobrze nie zmywa makijażu oczu.

4. Tołpa dermo face physio - płyn micelarny do mycia twarzy i oczu
Był ok, ale na pewno nie był tak delikatny i skuteczny jak Bioderma. Po przeliczeniu cena też nie jest korzystniejsza, więc pozostanę przy sprawdzonej Biodermie.


I włosy:



1. Ziaja - naturalna oliwkowa maska do włosów regenerująca
Maski Ziaji sprawdzają się dobrze do wygładzenia i ujarzmienia włosów, nie obciążają przy tym, o ile oczywiście nie przesadzimy z ilością nakładanego kosmetyku. Nie jest to maska, która poprawi stan naszych włosów czy rozwiąże jakieś problemy typu wypadanie, ale na pewno sprawdzi się jako codzienna odżywka, szczególnie w okresie, gdy włosy zaczynają się puszyć i ciężko je okiełznać. Zapach taki sobie, choć nie był nieprzyjemny.

2. Apis - Maska błotna do włosów
Po raz pierwszy miałam do czynienia z kosmetykiem do włosów z zawartością glinki. Efekty nie do końca mnie zachwyciły...Z jednej strony włosy naprawdę ładnie się błyszczały i nie puszyły, z drugiej - ta maska niezbyt ułatwiała rozczesywanie i nie nawilżała wystarczająco.

3. Pat & Rub - Szampon - Łagodność, blask, wzmocnienie
Ten szampon zdecydowanie trafia do ulubieńców. Delikatnie, ale skutecznie oczyszczał włosy, miał piękny, świeży zapach, pienił się bardzo dobrze jak na kosmetyk naturalny, nie powodował łupieżu ani swędzenia...Na pewno będzie powrót.

4. Planeta Organica - mydło prowansalskie do włosów i ciała
Służyło mi do głębszego oczyszczania włosów raz na jakiś czas oraz do masażu ciała z rękawicą kessa - w obu przypadkach sprawdziło się bardzo dobrze. Do tego miałam je ponad rok a więc wydajność zabójcza.





1. Manufaktura - ogórkowy krem do rąk
Zakupiłam kilka kosmetyków tej marki będąc w Pradze, spędziłam naprawdę sporo czasu w ich sklepie :) Ten krem pachniał świeżym ogórkiem, dobrze nawilżał, choć był raczej z gatunku tych lekkich. Mam w zapasach inną wersję zapachową.

2. Tołpa botanic - czarna róża - odżywczy krem-kokon do rąk
Seria Czarna Róża charakteryzuje się naprawdę ciekawym, trudnym do określenia, ale na pewno bardzo kobiecym zapachem. Używałam go z przyjemnością, choć nie był aż tak mocno nawilżający, jak sugeruje nazwa.

3. Bath & Body Works - Turquoise Waters - żel antybakteryjny
Świeży, delikatny, morski zapach kojarzący się z latem i wakacjami.

4. Bath & Body Works - Cherry Almond Shortbread- żel antybakteryjny
Uwielbiałam używać go zimą - pachnie wiśnią, lukrecją, ciasteczkami...Na pewno pobudzał apetyt na słodkości ;)





1. Pat & Rub - ekoAmpułka 3 - cera naczynkowa
Serum przeznaczone do cery naczynkowej. Miało bardzo dobry skład, dobrze się wchłaniało, nie podrażniało i nie zapychało. Stosowałam je jako serum na noc. Niestety, trudno mi powiedzieć, czy w ogóle zadziałało...Poza lekkim nawilżeniem nie zauważyłam żadnych szczególnych efektów.

2. Phenome - 24-Hour Moisturizing System
Kolejna miniaturka tego kremu nawilżającego. Jest cudowny - w sekundę koi wszelkie podrażnienia, idealnie nawilża a przy tym nie natłuszcza, pozostawia skórę mięciutką i gładką, nadaje się i na noc, i pod makijaż. Kusi mnie zakup pełnowymiarowego opakowania, na pewno mogę polecić posiadaczkom cery suchej i tym z Was, które okazjonalnie zmagają się z przesuszeniem czy podrażnieniami.

3. Golden Rose - zmywacz do paznokci
Mój numer 1 w kategorii zmywaczy, zmywa lakier w tempie ekspresowym, nie rozmazuje lakieru, nie przesusza skórek....Zdecydowanie będzie powrót.





1. Max Factor - Clump Defy - tusz do rzęs
Bez zachwytów...Nie wiem, czy trafił mi się jakiś wyschnięty egzemplarz, ale ten tusz w ogóle nie przedłużał rzęs, podkreślaj je raczej średnio i trochę jednak sklejał...

2. La Biosthetique - Intensive SPA Mask
Dostałam kilka próbej tej maski oraz szamponu z tej serii podczas ostatniej wizyty u fryzjera. Na ogół jestem uprzedzona do takich profesjonalnych specyfików, ale....muszę przyznać, że włosy układały się i wyglądały pięknie po zastosowaniu tych kosmetyków, do tego nie były ani trochę obciążone. I pięknie pachniały :) Nie wykluczam, że kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie, może nie do stosowania na co dzień, ale np. przed wyjściem...

3. Sisley - Radiant Glow Express Mask
Kolejne zaskoczenie - niby taka sobie maseczka z glinką (za zawrotną cenę), ale jednak działa cuda...Pięknie rozświetla i wygładza cerę, zmniejsza widoczność porów, goi wszelkie niedoskonałości...Może kiedyś się skuszę :)


To już wszystkie zużycia z poprzedniego miesiąca, znacie, lubicie? :)