środa, 7 listopada 2012

herbaciano - niekosmetycznie

Ostatnio zauważyłam, że odkąd zaczęła się jesień, właściwie prawie już zima, coraz więcej dziewczyn postanowiło napisać o swoich ulubionych ogrzewaczach, a na pewno herbata jest jednym z nich :) Cieszy mnie to, bo kocham czytać takie posty.

Bardzo lubię czytać posty Prozerpine na temat jej herbatek, ja co prawda nie pokuszę się o pisanie w podobnie artystyczny sposób, ale również chciałabym zaprosić Was na kubek dobrej herbaty :)

Herbata to moja miłość od dawna, zaczęło się gdy byłam zdaje się w podstawówce lub gimnazjum od firmy BioActive (teraz Big Active) która wprowadziła na polski rynek mnóstwo ciekawych, niedostępnych wcześniej rodzajów herbat (zielone, białe, czerwone, oolong...). Kupowała je moja mama i bardzo polubiłam wiele herbatek z tej firmy, pamiętam jedną, która była mieszanką zielonej i czerwonej a także czarną cejlońską herbatę Iguana z aromatem waniliowym oraz skórką pomarańczy i papają...cóż to był za aromat, do tej pory nie spotkałam drugiej takiej mieszanki herbaty czarnej ;) Niestety, firma wycofała wiele gatunków, pojawiły się co prawda nowe, ale wprowadzono głównie herbatki ziołowe, obiecujące pomoc w odchudzaniu itp. Więcej rodzajów dostępnych jest na stronie internetowej firmy, niestety, w sklepach pojawiają się tylko te najmniej ciekawe, a szkoda. Realia polskiego rynku...Może kiedyś skuszę się na zamówienie internetowe.

Ale do rzeczy...

Mój zbiór herbat jest dość pokaźny. Powiem od razu, że preferuję herbatę liściastą, ponieważ pozwala ona poczuć prawdziwy aromat i smak herbaty, do tego możemy zobaczyć liście rozwijające się w wodzie w miarę parzenia, co dla mnie jest pięknym widokiem :) Co więcej, taką herbatę po wypiciu możemy spokojnie zalać jeszcze raz, czasem nawet dwa razy i wciąż będzie ona smaczna. Piję również te ekspresowe, ale to głównie aromatyzowane - piję je dla zapachu, czasem również zdarza się, że nie mam ochoty zaparzać herbaty liściastej, szczególnie gdy brakuje czasu. 

Niektóre herbaty kupuję w herbaciarniach na wagę (np Czas na herbatę albo Aromat - przykłady z Poznania), kilka herbat przywiozłam z Chin, niektóre przywiózł mój narzeczony lub dostaliśmy w prezencie od znajomych z Chin, gdy odwiedzali Europę. Kocham oryginalną chińską herbatę, jest jej tyle gatunków i pomimo, że nie są to herbaty aromatyzowane (poza jaśminową) to każda smakuje, pachnie i wygląda inaczej. 
Dodam, że w Chinach takie sklepy często znajdujemy w ogromnych budynku wielkości centrum handlowego i są tam tylko i wyłącznie sklepy z herbatą :)
Post podzielę na kilka części, chciałabym Wam pokazać osobno herbaty zielone i czarne, może też pojawi się jakiś post na temat sposobów parzenia.

Zacznijmy od mojej ukochanej herbaty jaśminowej, kupionej w Chinach

 Proces produkcj takiej herbaty polega na tym, że zebrane o poranku kwiaty jaśminu układane są obok suszących się liści herbaty wieczorem, ponieważ właśnie wtedy kwiaty się otwierają i wydzielają swoją woń. W trakcie tego procesu kwiatów powinno być więcej niż samej herbaty a sam zabieg powtarza się wielokrotnie. Czasem kwiaty i liście układane są warstwami w skrzyniach. Co ciekawe, dobrej jakości herbata jaśminowa nie powinna zawiera kwiatów jaśminu - powinny one zostać usunięte. Obecność kwiatów może nawet oznaczać, że kwiaty jaśminu zostały dodane do niearomatyzowanej zielonej herbaty później, np w sklepie w trakcie przygotowywania różnych mieszanek. W przypadku herbat ekspresowych często dodaje się po prostu aromat, liście nie miały kontaktu z kwiatami.

Powiem Wam, że ta herbata zakupiona w chińskiej herbaciarni naprawdę powala swoim smakiem i aromatem, aż mi smutno, że się kończy a nie wiem, kiedy mogę liczyć na kolejną "dostawę" czy zakupy w Chinach...Pewnie nieprędko :(
Jak widzicie, liście są ciasno zwinięte i ciemne, po zaparzeniu rozwijają się i mają jasnozielony kolor. Liście mogą mieć różny kształt w zalezności od gatunku, w przypadku herbaty jaśminowej najważniejszy jest jednak sam proces produkcji, któremu herbata zawdzięcza swój smak i przede wszystkim piękny, jaśminowy zapach.


Longjing/Dragon Well/West Lake Tea


Ta herbata jest według mnie naprawdę wyjątkowa, również przywieziona z Chin i tylko dzięki temu miałam okazję ją spróbować.
Nazwa pochodzi od miejsca, skąd wywodzi się ten gatunek herbaty, wioska w okolicach Jeziora Zachodniego o ciekawej nazwie, która po polsku brzmi Smocza Studnia.




Co ciekawe, jak możecie zauważyć, ta herbata nie jest w żaden sposób zwijana. Są to po prostu zerwane pączki  czy też same wierzchołki pędów z jednym, lub czasem dwoma młodymi listkami (nigdy całe, dorosłe liście). W przypadku tej herbaty możliwy jest tylko ręczny zbiór. Liście są prażone.
Urzekł mnie piękny, zielony odcień tych listków, pięknie również wyglądają w trakcie zaparzania, na początek pływają w wodzie, potem lekko opadają.





Mam wrażenie, że są to takie świeże, młode listki :)
Napar jest bardzo delikatny, świeży, aromat jest taki świeżo-słodkawy. Ten rodzaj herbaty tradycyjnie podaje się w lecie oraz na wiosnę ponieważ ma właściwości odświeżające i chłodzące, ale myślę, że  jesienią smakuje równie dobrze ;)


Gunpowder / Pearl Tea


Ta herbata jest znana na całym świecie, jej nazwa Gunpowder (wymyślona przez Anglika), czy też Pearl Tea (jak nazywają ją Chińczycy - chyba zgodzicie się, że jest bardziej poetycka), pochodzi od kształtu liści, które są mocno zwinięte i ciężkie.


Kolor - ciemna zieleń.

Po rozwinięciu widzimy całe, duże liście lub przynajmniej ich duże fragmenty. Listki rozwijają się jak kwiaty pod wpływem gorącej wody, są ciemnozielone, sam napar również ma dość ciemny kolor, znacznie ciemniejszy niż dwie poprzednie herbaty.
Smak wyrazisty, lekko cierpki, zdecydowany. 
Podobno zawiera sporo fluoru, dwie filiżanki dziennie są w stanie pokryć nasze dzienne zapotrzebowanie na fluor.

I na koniec kolejny skarb z Chin, co prawda ta herbata nie należy do zielonych ponieważ jest to herbata półfermentowana Oolong (zielona nie podlega fermentacji), jednak na pewno bliżej jej do zielonej niż do czarnej. 

TieGuanYin

Nazwa tej herbaty jest dość ciekawa, GuanYin to buddyjska bogini miłosierdzia,  a cała nazwa oznacza "Żelazna Guanyin".


Legenda głosi, że pewien rolnik uprawiający herbatę zainteresował się losem niszczejącego posągu Guanyin który napotkał w starej świątyni, nie był w stanie jej naprawić, ale regularnie ją czyścił i palił przed nią kadzidło. Pewnego razu bogini odwiedziła go we śnie i kazała zajrzeć do jaskini znajdującej się za świątynią. Znalazł tam pęd herbaty który zasadził i z tej rośliny przyrządził właśnie ten gatunek herbaty. 


Dlaczego żelazna? Mówi się, że to dlatego, że jeśli upuścimy herbatę do porcelanowego dzbanuszka czy filiżanki, usłyszymy dźwięk jak gdybyśmy upuścili coś metalowego. Podobno właśnie dobrej jakości, oryginalnaTieguanyin powinna dawać taki dźwięk, jak gdyby były to drobne metalowe kuleczki - mogę potwierdzić, że to prawda. 
Proces jej wytwarzania jest bardzo skomplikowany, zainteresowanych odsyłam TUTAJ

Legenda legendą, ale trzeba przyznać, że jest to wyjątkowa herbata. Suche liście mają przepiękny, zielony kolor porównywalny do jadeitu. W wodzie rozwijają się, są dosyć duże. Napar jest żółtawy. 

Kocham tą herbatę za jej aromat, taki orzechowo-kwiatowy, naprawdę piękny. Smak jest głeboki, charakterystyczny, świeży. 
Jest to herbata półfermentowana ale przypomina nieco zieloną. 
Ta herbata bardzo mi pomaga, gdy jestem zmęczona. Świetnie stawia na nogi, pomaga się skupić, myśleć jasno. Uratowała mi życie w trudnym okresie pisania pracy magisterskiej ;) 
W Chinach często pije się ją w specjalnym zestawie do herbaty, z maleńkimi jak naparstek filiżaneczkami, które ciągle się napełnia.
Jeśli chcecie, to pokażę następnym razem :)


Na koniec jeszcze zielona herbata ekspresowa, w porównaniu z poprzedniczkami wypada blado, ale również ją lubię, szczególnie rano, gdy czasem nie mam siły albo czasu na parzenie i delektowanie się herbatą liściastą. 

Herbapol Zielona z opuncją 

Lipton White Tea Rose & Violet
Tą również bardzo lubię, to chyba moja ulubiona z wszystkich herbat Liptona, pachnie nocnym ogrodem, fiołkami, maciejką...Jest również smaczna, smak jest delikatny i świeży.

Mam nadzieję, że też lubicie herbaty i lubicie o nich czytać :)
Część z przekazanych informacji była ode mnie, częściowo opierałam się na obecnie czytanej przeze mnie książce zatytułowanej "All the tea in China". 

Jeśli jesteście zainteresowane, zrobię jeszcze post o herbatach czarnych i ziołowych, oraz może coś o sposobach parzeniach które znam i lubię :)
Pozdrawiam!

17 komentarzy :

  1. Uwielbiam Gunpowder, kocham patrzeć jak listki się rozwijają. Ależ jak Ci zazdroszczę tych herbat z Chin!! Jestem herbatomaniaczką :D nie wiesz czy w Polsce można kupić prawdziwe chińskie herbaty?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pokaźny zbiór herbat :) Mi najbardziej smakuje herbata z miodem i odrobiną soku robionego przez babcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też taką lubię, lubię też z miodem i cytryną ;) Ale to tylko czarna, do zielonych niczego nie dodaję :)

      Usuń
  3. Trochę ich masz:) Ja ostatnio delektuję się herbatką rooibos:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dawno nie piłam Rooibos, też lubię :)

      Usuń
  4. Ja ostatni otrzymałam w prezencie herbatę pomaranczowo-czekoladową-pycha.Zaprezentowałaś same perełki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomarańczowo-czekoladowa musi być świetna na chłody ;) Z tego typu zapachów polecam herbatę wiśnie w rumie, jeśli masz dostęp do sklepu Czas na herbatę

      Usuń
  5. Z przyjemnością przeczytałam twój post- jest pełen praktycznych, a zarazem bardzo ciekawych informacji :)

    Najbardziej zaintrygowały mnie herbaty TieGuanYin i Longjing- po Twoim opisie sądząc, są prawdziwymi rarytasami :) Jeśli to będzie możliwe, postaram się je kupić.

    A tak nawiasem mówiąc- ogromnie się cieszę, że spodobał Ci się mój herbaciany cykl :D
    Dziękuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uwielbiam czytać o herbatach, a jeszcze jak ktoś dobrze pisze... :P Na pewno zajrzę po kolejne części Twojego cyklu :)

      Usuń
  6. Ja ostatnio piłam u przyjaciółki białą herbatę z płatkami róży. Uwielbiam białe herbaty za delikatny i dla mnie dobry smak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, biała jest bardzo delikatna i świeża :) Obecnie mam białą tylko w formie ekspresowej, właśnie Lipton różano-fiołkowy

      Usuń
  7. wow sporo wiesz o herbatach .. bardzo ciekawy wpis ..ja rowniez uwielbiam herbaty ..codziennie wieczorem pije zielona - to juz moj rytual:))) pozdrawiam pa

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam herbaty zakupione w herbaciarniach *o* Mają całkiem inny smak niż te sklepowe "expressówki" Najbrdziej lubię białą i żółtą ^^ Są delikatniejsze od popularnej czarnej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno smak jest inny...Czarna jest dla mnie dość "ciężka", piję ją najrzadziej, chociaż tez lubię...Ale tylko w wersji aromatyzowanej albo z dodatkami, np cytryną, miodem...

      Usuń
  9. masz prawdziwe herbaty z Chin?! Ja tak uwielbiam takie herbaty.... Kiedyś mnie koleżanka poczęśtowała jaśminową i byłam nią oczarowana. Szkoda, żę te dostępne w Polsce sa zazwyczaj dużo gorszej jakości.

    OdpowiedzUsuń